Archiwum | darmowe RSS feed for this section

Eleven Tigers rządzi

15 Sier

Wciśnij play, zwiększ głośność, połóż się i delektuj zupełnie nową rzeczywistością.

Jeśli jesteś niecierpliwym słuchaczem zacznij od trzeciego numeru „songs for you”. W tym celu kliknij na tytuł utworu i wybierz odpowiedni numer.

Artysta jest z Litwy, żeby nie było niedomówień ;P. Album jest najlepszy na dzień dzisiejszy. Ze strony bandcampu, na którą wchodzimy klikając okładkę możemy pobrać minialbum Fold za darmo. Naprawdę warto!

Jak (nie) zachęcić do olania zaiksu

14 Sier

Alternatywa dla utworów komercyjnych objętych opłatami zaiksu jest powodem do zadowolenia. Dlaczego jednak dwie największe Polskie firmy zajmujące się taką działalnością mają tak brzydkie (!!) strony i gównianą muzykę?

Proszę ocenić samemu:

http://www.publicmusic.pl/

http://freemusic.com.pl/

Żal ściska serce jak się na to patrzy w roku 2010.  Dobrze, że jest Jamendo PRO, a najlepiej, że w Jamendo można wybrać albumy do odtwarzania komercyjnego zupełnie za darmo bez żadnych pośredników. Pierwsze lepsze przykłady takich płyt:

Elektroniczny rock w stylu Becka: http://www.jamendo.com/pl/album/31187

Spokojny instrumentalny pop:  http://www.jamendo.com/pl/album/35540

Bardzo przyjemny jazzik z pianinem w roli głównej: http://www.jamendo.com/pl/album/70504

Mistrz czilowania Raijekov: http://www.jamendo.com/pl/album/3529

Amerykańskie indie: http://www.jamendo.com/pl/album/7098

Muzyka bajkowa: http://www.jamendo.com/pl/album/68716

No i punk dla reszty osób: http://www.jamendo.com/pl/album/37596

Każdą z tych płyt (oraz wiele innych) możemy użyć w dowolnym celu komercyjnym, o ile wspomnimy autora, bez kontaktowania się z nikim. Zawsze jednak miło artyście otrzymać maila z informacją, że się go wykorzystało ;]

Wniosek: zanim ktoś wyda niepotrzebnie pieniądze na muzykę niech się zgłosi do mnie

Zapraszam do poszperania wśród moich płyt.

15 Kwi

Aby trochę poukładać moje muzyczne wojaże postawiłem sobie regał na płyty.
Taki trochę lepszy regał, bo dostępny dla wszystkich o każdej porze. Dodatkowo posiada nielimitowaną ilość kopii, więc każdy może sobie brać jakie mu się spodobają płyty. Ciekawie brzmi, co?

W takim razie wskazuję drogę: MusicShelf

P.S. na tę półkę trafiają tylko moje absolutnie ulubione albumy.

Fabrizio Paterlini – Remixed (2009)

10 Maj

fabrizio Narkotyki są dla osób ubogich w doznania. Te w postaci chemicznej. Ja właśnie jestem na chaju wywołanym zupełnie innym nałogiem. Nawet nie nałogiem. Ilość i częste dawki nie wywołują ekstazy. Ta przychodzi nagle z pierwszymi dźwiękami, które idealnie zastymulują mój mózg. Zaskakujące jest, że kategoria wywołująca euforię nie należy do tych, w których się zasłuchuję. Objawy nie kłamią. Mamy do czynienia z płytą dla mnie stworzoną. Jak inaczej wytłumaczyć lekki zawrót głowy, ciągły uśmiech, pulsującą przestrzeń naokoło, radość wypełniającą mnie w każdym centymetrze (w końcu mamy system metryczny), brak jakichkolwiek obaw? Oczywiste jest, że trafiłem na swój narkotyk. Dam wam spróbować. Razem fajniej.


Nazwa substancji to Remixed. Wiele takich na rynku i w sieci, więc pewnie kiedyś trafiliście, wzięliście i kicha. Proszę się nie sugerować. Stworzeniem tej odmiany zajął się Fabrizio Paterlini, a dystrybucją Lunar Flower. Wyprodukowana została wysmienicie przez niezależnych chemików. Całe kółeczko składa się z 7 składników o bardzo interesujących nazwach: Re-Imagined, Lost Cosmonauts, 12 Theory Adagietto, AlesMusiques, Lunchtray, Wilhelms Desolate i Sunset Walk. Stworzone zostały na bazie czysto naturalnych odmian pianina klasycznego i w większości zostały oznaczone jako rmx. Melodia płynąca z oryginałów wywołała u jednego z chemików objaw zwany śpiewem. Wyszło jak zawsze, kiedy robi się coś z głębi siebie i prawdziwie. Ten Remixed jest na rynku już od miesiąca, ale u takiego dealera, którego trudno znaleźć.


Lepiej dam wam namiary, bo szkoda by było zarazić się niechęcią przez użycie nieczystej mieszanki. Najlepiej bezpośrednio na stronie Fabrizio Pterliniego. Jak dojdziecie do siebie to podzielcie się objawami. I proszę nie starajcie się przyspieszyć działania przez zmniejszanie ilości żadnego ze składników, ani przez mieszanie z innymi dopalaczami.


Dla osób nietolerujących elektroniki, czysto naturalny pierwowzór znajduje się także u głównego dystrybutora, ale na podstronie z próbką Viandanze. Dla tych co jednak wolą wersję przegotowaną miła zapowiedź: Fabrizio i March Rosetta jeszcze w tym roku mają ukończyć badania i wypuścić do obiegu „Viandanze re-imagined”.

Leon Somov – Offline EP (2007)

18 Lu

leon somovMam wyrzuty sumienia w związku z tak długą przerwą we wpisach, ale w międzyczasie stworzyłem stronę z aktualnymi utworami, którą pewnie większość z was już widziała. Ci co jeszcze tam nie byli to powinni kliknąć w PlejListę na górze. Poza tym wniknąłem głębiej w świat muzyki darmowej i … niemal bezpowrotnie mnie to wciągnęło. W całym tym pędzie przeglądnąłem dziesiątki, czy nawet setki stron z muzyką oraz artykułami odnośnie creative commons (odnośniki do największych znajdują się na plejliście). Tam też wybrałem częściowo na oślep kilkadziesiąt płyt, z których po wstępnym przesłuchaniu pozostało mi 25 dość ciekawych pozycji. Zdecydowanie moją ulubioną w tym czasie została jedna.


Leon Somov. Litwin. Młodziak studiujący w Londynie tworzenie dźwięku. Wspólnie z wokalistką Jazzu nagrał krótką płytę tak dobrą, że słucham jej w kółko :). Może nie jest to jakaś miarodajna, czy opiniotwórcza charakterystyka, ale trudno. Największe skojarzenia mam z płytą 100th Window Massive Attacku. Głęboka, estetycznie i oszczędnie dobrana elektronika sprawia wrażenie idealnie pełnej. Nie trafłem na żaden dźwięk, który byłby zbędny oraz absolutnie nic bym nie dodał. Każdy (!) kawałek utrzymuje poziom, a całość tworzy zgrabnie zwartą kompozycję mimo dość różnych pojedyńczych pomysłów. Wokal jest trafiony fantastycznie i równie dobrze radzi sobie z angielskim jak z litewskim, który niestety pojawia się tylko w Mano. Niestety, bo jest łagodny, melodyjny, uwodzący i tak miły dla ucha, że zacznę słuchać zespołów litewskich jeśli zawsze tak wychodzi. Drugą piosenkę Leona z litewskim śpiewem możecie posłuchać na plejliście w propozycjach. Pochodzi ona z nowego albumu z remiksami Offline EP, który także jest bardzo udany.


Całość jest do odsłuchania na miejscu, ale zdecydowanie lepiej jest ściągnąć wszystko w lepszej jakości ze strony wydającego Somova netlabelu. W tym celu należy wejść na Sutemos i odnaleźć w spisie po lewej pożądaną pozycję, a następnie na środku wybrać ściąganie całości w folderze zip.


Może jest to po prostu bardzo dobrze trafiająca w moje gusta pozycja, ale z pewnością jest wyprodukowana na światowym poziomie i warto się zapoznać. Ja z pewnością będę śledził karierę Leona, a na myspace’sie jest już kilka nowych fajności do odsłuchania w trochę innej stylistyce. Przy okazji znajduje się tam teledysk do remiksu Mano, który robi wrażenie skradzionego z FashionTv w najlepszym znaczeniu tego porównania.

AKTUALIZACJA

Dla leniwych podaję bezpośrednie linki do płyt i dodatkowych utworów. Wystarczy kliknąć i pobrać, a u osób ze zbyt dużą ilością pluginów (czytaj: jeśli mp3 uruchomi się w przeglądarce) kliknąć prawym myszy wciskiem i potwierdzić „zapisz plik docelowy jako”.

Leon Somov – Offline EP (2007) [7 utworów 70mb]

Leon Somov feat. Jazzu – Offline Remixed (2008) [14 utworów 120mb]

Leon Somov And Aurimas Rimeikis – Kruopu [1 utwór 7mb]

Leon Somov feat. Jazzu and Darius Zickus – Song About Love [1 utwór 7,5mb]

Jason Mraz – Live (Rotown, Netherlands 2007)

15 Sty

Po 3 dniach w łóżku z gorączką od 35,2 do 39,9 jestem w stanie znowu coś napisać. Nietrudno odgadnąć, że w takim stanie nie bardzo ma się ochotę na słuchanie czegokolwiek co nie wprowadza w lepszy humor.


W Stanach znany przez każdego, kto ma radio, w Holandii, Szwecji i Niemczech podobnie, a u nas? We Wrocławiu w Empiku jest jeden egzemplarz najnowszej płyty i to horrendalnie drogo. Ostatnio w związku z nagraniem „Lucky” w towarzystwie Colbie Caillat pojawia się w polskich stacjach radiowych. Niestety nie jest to najlepszy początek na poznanie Jasona Mraza.

Najlepiej zacząć od początku, czyli od dema Mraza z 1999 roku: „A Jason Mraz Demonstration”. Jest mały problem. Albumów niestudyjnych praktycznie nie da się zdobyć. Demonstracja jest 30 minutową koncertową epką w pełni charakteryzującą następne 10 lat twórczości. W skrócie: pan czeskiego pochodzenia z melodyjnym popowym głosem i świetnym wyczuciem rytmu + gitara. Tylko proszę nie kojarzyć z Jose Gonzalezem, czy Finkiem, bo to jest wypełnione pozytywnymi emocjami. Doszło kilka lat, kilka albumów, kilkaset koncertów i z pewnością nie ubyło talentu i łatwości grania na żywo.

Zanim przejdziemy dalej radzę każdemu użytkownikowi Winampa, któremu obce są jakiekolwiek inne formaty audio niż mp3 i wma ściągnąć z tej strony plug-in i zainstalować. Pozostali jakoś sobie poradzą. Dodatkowo wartą uwagi jest sprawa legalności rozprzestrzeniania bootlegów. Na swojej oficjalnej stronie Mraz popiera zgrywanie oraz wymianę jego koncertów. Kto nie wierzy niech sam przeczyta tutaj.


Może ktoś pomyślał, że to głupota prezentować jakieś nagranie z koncertu, skoro gość ma trzy oficjalne wydawnictwa, co? Błąd! Od początku Mrazowej kariery wszem i wobec wiadomo, że to jest zwierzę sceniczne a albumy są po to, aby można było live grać inne wersje ;]. Poza tym trudno u nas dostać jego płyty, a jakość prezentowanego nagrania jest boska, bo z „soundboardu”. Przejdźmy do sedna. Jest taka fajna strona archive.org, która mieści mnóstwo treści bez praw autorskich. Jason Mraz, Holandia, rok 2007, Rotterdam. Trzeba ściągnąć każdą piosenkę osobno i bardzo dużo miejsca zajmą, ale warto. 85 minut największych hitów oraz 2 piosenki z najnowszego krążka, który wyszedł pół roku temu. Wg mnie jest to najlepszy set na zaznajomienie się ze stylem Jasona. Taka wyrocznia. Nie spodoba się, to już nie ma co próbować innych płyt. Spodoba się, to powoli staniecie się wielbicielami.

P.S. na rozweselenie polecam posłuchać gadki na początku „After An Afternoon” 😀

P.P.S. mój komputer odmówił chwilowo posłuszeństwam, więc próbki po prawej stronie pojawią się wkrótce (myślę, że demonstracja)

P.P.P.S. jakby ktoś się zakochał, to mam jeszcze dwie nieużywane płyty Mr.A-Z do sprzedania. Proszę pisać maile na adres, który też gdzieś z prawej się znajduje

Black Era – …then… (2007)

12 Sty

then Na zachętę do częstych odwiedzin zaproponuję najpierw płytę darmową. Jednocześnie wypromuję troszkę portal z muzyką CC.


Nie wiem czemu, ale w ogólnej świadomości jeśli coś jest darmowe to znaczy, że zapewne nie jest warte pieniędzy. Myślę, że statystycznie żadna z osób słuchających Massive Attack, Portishead, Tricky’iego itd. nigdy nie słyszała o Black Era. Mogę się też założyć, że jeśli zespół wydałby album i w Media kosztowałby około 100zł to byłby ubóstwiany przez tychże słuchaczy.


Zespół trip-hopowy w pełnym znaczeniu tego słowa. Na szczęście nie śpiewają po włosku. Głównie nie śpiewają po włosku. Kompozycje są…. chwila! Po co mam próbować opisywać cokolwiek skoro za dwa kliknięcia możecie sami posłuchać i sami ocenić.


Oto link do strony albumu na Jamendo. Na pierwszy ogień polecam utwór tytułowy, The Tunnel, Bowtoday…