Seluah – Seluah EP (2002)

28 Sty

folderWiem, że 2002 rok był bardzo dawno temu, ale muszę napisać o tych kilku utworach. Muszę też dać wszystkim możliwośc ich odsłuchania. W marnej jakości, ale zawsze jakiejś, umieściłem je po prawej w „pudełku”.


Zastanawialiście się kiedyś jak to jest możliwe, że zespół, bądź wykonawca nagrywa kapitalny kawałek? W przypadku dobrych muzyków nie dziwi to jakoś bardzo, ale co z wielką ilością beztalenci? Nie raz zdarzyło mi się, że usłyszałem miłe dźwięki i zachęcony odkryciem szukam więcej pod tą samą nazwą, ale bezskutecznie. Wszystkie inne są absolutnie nie do słuchania! Przypadek? Dobry dzień? Natchnienie? Nie bardzo to realne, żeby żadne z tych trzech nigdy się nie powtórzyło. Wywnioskowałem zatem, że to nie osoba tworzy dzieło, ale dzieło znajduje sobie wyjście na świat przez Bogu ducha winnego przeciętniaka. Skoro dusza potrzebuje medytacji, ciało potrzebuje snu i nocnych marzeń, ludzkość w niewytłumaczalny sposób stworzyła tyle „cudów świata”, a mózg reaguje na bodźce zewnętrzne w tak skomplikowany i subtelny sposób, że nie da się tego naukowo wyjaśnić, a jednocześnie przyroda, włączając w to człowieka, aby istnieć w pełni wymaga wszechogarniającej harmonii, to czemu dźwięki nie mogą być częścią tej mistycznej układanki? Przecież to zupełnie logiczne, że umysł pod wpływem czynników zewnętrznych staje się bardziej płodny. Łączymy to z wrodzoną, podświadomą zdolnością wyczuwania rytmu i wyobrażania dźwięku i voila! Konkretne miejsce, czas i zdarzenie staje się bramą dla idealnie czystej muzyki, która dodatkowo wg mojej teorii prędzej, czy później i tak gdzieś się pojawi, bo jest niesforna i nie wytrzyma w niebycie.


W przypadku Seluah mamy do czynienia z bardzo zintensyfikowaną wersją przedstawionych zależności. Po pierwsze: zespół tak nagle jak coś wydał, tak nagle też skończył (przynajmniej do dziś); po drugie: nie jeden, ale wszystkie utwory są naprawdę wyjątkowe; po trzecie: stało się to tak dyskretnie, że poza sklepami z niezależną muzyką, gdzie można ściągnąć mp3 (i flac na szczęście) nawet wujek google nic nie wie na ich temat. Grupa powstała w roku 2000 i zapewne gdzieś w rejonie swojego zamieszkania daje wciąż jakieś małe koncerty, ale z pełną odpowiedzialnością mogę ich skompresować do epki.


Pięć numerów na jedynej wydanej EP poszerzyłem o jeden znaleziony na składance „Louisville is for Lovers” z 2003 – Black Dress Revolution, który klimatycznie pasuje doskonale. Wpisanie tytułu w wyszukiwarce w cudzysłowiu daje 56 wyników, które w 99% kierują do mojej strony na laście. Zaprawdę bardzo nieznana kapela. W zespole nie ma lidera i żaden z członków nie miał nigdy zajęć z gry na instrumencie, ani śpiewu. Na lokalnej stronie Louisville jest jeden wywiad z chłopakami z 2003 roku. I w ten sposób najobszerniejszym tekstem na temat Seluah jest niniejszy.


Seluah to imię syreny. Uwodzi każdego, kto ją usłyszy, a potem zabija. Mnie uwodzi za każdym razem jak słucham, a mogę w kółko. Zabija natomiast niezaspokajalne pragnienie ukazania się całego albumu. Prawdopodobnie nie nastąpi to nigdy.


Mamy oto możliwość posłuchania muzyki, która powstała sama, gdzieś na pograniczu ziemi i kosmosu, a następnie zstąpiła na taśmy w mieście mniejszym od Wrocławia. Może z drugiej strony jest to zupełnie przeciętny zespół, który jedynie mi się spodobał i żadne czary mary nie mają nigdzie miejsca. Może.

Advertisements

komentarzy 5 to “Seluah – Seluah EP (2002)”

  1. iz-a 28 stycznia 2009 @ 23:24 #

    za to że podbijam Ci ankietę należy mi się wszystko Seluah co masz 😀

  2. krz 29 stycznia 2009 @ 17:34 #

    niezły tekst, niech mnie.

  3. Priam 29 stycznia 2009 @ 19:21 #

    Wszystko Seluah co mam można posłuchać na miejscu i póki nie mam kawiarni, czy klubu, to „na miejscu” oznacza u mnie ;]. Niestety wszystko co mam to tyle co umieszczone w boxie z tym, że w dziesięciokrotnie lepszej jakości.

    Gościowi krz dziękuję za komplement.

  4. valley 30 stycznia 2009 @ 0:06 #

    cały dzień myślałem i już wiem co napisać! 😀

    po pierwsze nadal jestem pod wrażeniem twojego talentu literackiego!

    po drugie, zabij mnie ale nie lubię męskiego wokalu! odkryłem to dzisiaj po raz kolejny przy kolacji

    pozdrawiam!

  5. Priam 30 stycznia 2009 @ 13:58 #

    Seluah ma też kawałki bez wokalu :).
    Spoko, następny zespół będzie z panną na mikrofonie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: